wtorek, 25 listopada 2014

Targi Rzeczy Ładnych + spotkanie z Filipem Springerem

W miniony weekend (22.-23. listopada) odbyła się 4. już edycja Targów Rzeczy Ładnych. Impreza miała miejsce w biurowej części Placu Unii w Warszawie, a ja miałam okazję gościć na niej po raz pierwszy. I jak wrażenia? Mieszane.

Wszystko działo się na 2. piętrze budynku, poza przestrzenią handlową, co nieco utrudniało znalezienie wejścia na Targi, pomimo jakiegośtam oznakowania. Skoro plakat przy wejściu do budynku krzyczy: "II PIĘTRO", to skąd ktoś, komu bardzo spieszy się na wykład, który właśnie ma się rozpocząć, ma wiedzieć, że wejście na owe 2. piętro znajduje się na parterze? Później kolejka do wejścia, na pierwszy rzut oka masakryczna, ale wszystko szło elegancko i bardzo sprawnie. Cena wejściówki symboliczna - 5 zł, więc jak najbardziej przyjazna studenckiemu budżetowi. Przy wejściu dostałam folder z mapką - za to duży +, dzięki niej znacznie łatwiej było się odnaleźć w dość spontanicznie zagospodarowanej przestrzeni Targów. No i wreszcie na wykład, parę minut po czasie. Jak zawsze na spotkaniu z tym Panem - tłumy ogromne, ledwo można wejść do sali. Ale warto. W międzyczasie pan ze staffu proponuje mi i koleżance miejsce z przodu na podłodze, bo tam z tyłu zbyt tłoczno. Z chęcią skorzystałyśmy. Szkoda tylko, że ten miły dżentelmen nie uprzedził nas, że owa podłoga od jakichś zamierzchłych czasów nie widziała odkurzacza ani mopa. Wstałyśmy całe białe. Do teraz nie mogę doczyścić płaszcza. Ale - jak już mówiłam - warto było, bo oto przed nami siedzi Filip Springer we własnej osobie i opowiada. O polskiej przestrzeni, o nieładzie, o tym, że bez sensu, ładu i składu, a to, co było z sensem, to i tak zepsuliśmy, i dlaczego tak, a nie inaczej, przy okazji wtrącając co nieco o osiedlach mieszkaniowych w Warszawie. I o ludziach, co na działkach mieszkają, bo ich na kredyt nie stać, i o Hansenach i o tym, co im nie wyszło, i o Norwegii i o deweloperach norweskich, co z tymi polskimi nie mają nic wspólnego (a szkoda, bo powinni), i w ogóle same ciekawe rzeczy. Na widowni głównie ludzie w moim wieku, więc jest szansa, że jak się o takich rzeczach trochę nasłuchamy, to może kiedyś, jak już się na tych stołkach, "tam u góry", trochę pozmienia, i jak tam usiądą ludzie, co się takich wykładów trochę nasłuchali, to może wreszcie nasz kraj, taki piękny, przestanie być zbiorem ilustracji do "Wanny z kolumnadą". Bo fajnie się tak słucha, można ponarzekać, żeby sobie trochę ulżyć czasami, książkę też fajnie poczytać, i fajnie pielęgnować tę swoją wrażliwość estetyczną i społeczną, ale jak się dłużej nad tym zastanowić, to wcale już tak fajnie nie jest. Bo jak się zaczyna patrzeć na świat przez pryzmat "Wanny z kolumnadą", to trochę jest wstyd za tę naszą wspólną przestrzeń, co tak naprawdę w większości wcale wspólna nie jest, tylko albo prywatna, albo niczyja. A wniosek z wykładu? 82 versus 18. Osiemnaście marnych procent, które na razie mogą sobie tylko ponarzekać, bo przecież demokrację mamy, i te 18 i tak nie ma nic do gadania.

OK, wykład skończony, czas rozejrzeć się po Targach. Wszystko fajnie, dizajn jest, klimat nieco hipsterski, jak na Warszafkę przystało. Stoisko z polskimi plakatami z czasów PRLu zrobiło na mnie naprawdę duże wrażenie. Reszta już mniejsze. Pewnie, masa ładnych rzeczy, ale w większości takie pierdoły, bibeloty, na które popatrzeć miło, ale tylko by się kurzyło w domu, albo zupełnie niepraktyczne, albo ceny jak z kosmosu.  Przyszłam z planem zakupu nowej torebki, lecz tu z kolei wybór był naprawdę znikomy. Odniosłam wrażenie, że w całym tym wyrafinowanym designie zabrakło najbardziej prozaicznych przedmiotów. Ogólnie podobało mi się, było OK. Żałuję trochę, że nie poświęciłam więcej uwagi stoiskom z książkami. I jedna rzecz wydała mi się rażąca: w sekcji "eko" sprzedawali produkty ze skórą naturalną. Nie lubię, jak się próbuje z ludzi zrobić idiotów.

Szkoda trochę, że w kawiarni nie można było nic przekąsić. Po kilku rundkach między stoiskami wychodzę najpierw z Targów, a później z galerii, kierując kroki w stronę ulubionej Krowyrzywej (a może Krowarzyw? tego chyba nikt nie wie).

Targi Rzeczy Ładnych na Fb

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz